Czarodzieje rynku: Nowa generacja. Co się zmieniło?

Czytam sobie wstęp do najnowszej książki z serii Market Wizards (o znanych i mniej znanych traderach giełdowych i ich metodach działania), a tam taka perełka:

Market Wizards: The Next Generation quote

Wiele się zmieniło od lat 70. i 80. ubiegłego wieku. I od czasu opublikowania pierwszej książki z tej serii w 1989. To już nie ten sam rynek, te proste metody, które działały wtedy, dziś nie działają. Ścigasz się przecież z setkami geniuszy inwestycyjnych, ludzi z tytułami, doktoratami, którzy każdego dnia walczą, żeby wykręcić coraz lepsze stopy zwrotu rynkowe.

Rynek jest trudny

Brzmi znajomo? Ile to już razy sam zetknąłem się z tym argumentem na rynku. Na różnych poziomach. Jest przytaczany w służbie różnych ideologii:

– a to w pasywnym inwestowaniu, żeby uzasadnić tezę „nie bij się z rynkiem, i tak nie wygrasz, kup indeks i zapomnij”,

– innym razem przez naganiaczy inwestowania aktywnego, próbujących wcisnąć nam zbyt drogie produkty inwestycyjne z myślą „z mądrymi nie wygrasz, nawet nie próbuj, powierz środki nam bo my to zrobimy lepiej*”, * – za znaczną opłatę,

– a nawet ostatnio popularna wersja tego argumentu brzmi: „teraz jest AI, on zmienia gospodarkę nie do poznania, rynki działają już totalnie inaczej niż kiedyś”. W domyśle: nie będzie bessy, albo będzie tylko płyciutka i krótka, albo dawne metody wyceny spółek nie mają sensu, albo [tu wklej swój ulubiony argument o AI zjadającym świat].

Pisałem o tym efekcie choćby przy okazji artykułu o radykalnej prostocie, czyli dlaczego działający w pojedynkę prosty inwestor ma w ogóle szansę pokonać wielkie firmy inwestycyjne, wydające grube setki tysięcy złotych na research, pracowników i bardzo mądrych analityków, każdego dnia monitorujących rynek i zmiany na nim zachodzące.

…a jednak da się go „pokonać”

Tymczasem wchodzą na scenę Jack Schwager i George Coyle, i opisują nam ze szczegółami przypadki osób, które bez większego majątku i bez zaplecza instytucjonalnego dają radę „wygrywać z rynkiem”, i to nie ledwo-ledwo, ale spektakularnie, systematycznie, powtarzalnie. Czyli da się to zrobić. 

Jest to trudne, owszem, i udaje się tylko garstce spośród próbujących. Ale nie zmienia to faktu, że da się to zrobić.

Swoją drogą – obecność tego drugiego autora nie jest tu przypadkowa. Zarządza on od lat aktywami, a w międzyczasie napisał też kilka fajnych (otwartych, szerokodostępnych) esejów ze szczegółową analizą konkretnych strategii i zagrań inwestycyjnych znanych inwestorów, takich jak George Soros, Stanley Druckenmiller czy Ed Seykota. Dla siebie, z ciekawości, i żeby czegoś się w ten sposób od nich nauczyć o inwestowaniu.

Z tego powodu polecam też inną jego książkę – Principles of Great Traders. Teraz jest płatna, dostępna na Amazon, ale kilka lat temu udostępniał też jako darmowy PDF, który na pewno bez trudu osoba zainteresowana odnajdzie w internecie. Książka jest króciutka (około 100 stron) i to w zasadzie kolekcja ich wypowiedzi na konkretne tematy (jak zarządzanie ryzykiem czy prowadzenie otwartej pozycji giełdowej), pracowicie zebrane przez autora przez kilka lat, czasem z ich wywiadów, czasem z wywiadów z bliskimi im osobami.

Jednym z traderów cytowanych w książce jest Paul Tudor Jones, o którym wspominałem w niedawnym wpisie z okazji wywiadu z nim w podcaście Invest Like The Best.

Co ciekawe, wiele z rad / cytatów tych wielkich, znanych traderów są zadziwiająco podobne. Co prowadzi autora do przemyślenia, że być może to nie w tajnikach ich strategii leży sekret ich sukcesu, tylko w zadziwiająco prostych uniwersalnych regułach, które stosować może każdy, i które nie są szczególnie tajne. Ale behawioralnie, niezwykle trudno bywa się ich nauczyć. Co to za reguły?

Główne reguły handlowania

Zdaniem autora, o czym wspomina już w przedmowie, jest ich garstka, i ogólnie można nazwać je tak:

  1. Cięcie strat.
  2. Uwzględnianie dynamiki ceny / podążanie za trendem.
  3. Pozwalanie zyskom rosnąć.

    Do tego dochodzą zasady uzupełniające, czyli:

  4. Zarządzanie emocjami, oraz
  5. Unikanie overtradingu (nadmiernego handlowania).

Proste, prawda? Chyba jednak nie całkiem. To coś, o czym trąbi każdy praktyk rynkowy od dawna. Jednak znać te zasady to jedno, ale umieć je stosować w praktyce… to praca nad sobą praktycznie przez całe inwestorskie życie. I moim zdaniem – opiera się wyłącznie na praktycznym doświadczeniu, próbach i błędach.

To błędy konieczne – bo z nimi stajemy się lepsi w tym czego się uczymy.

Wracając do pytania: co się zmieniło?

Od czasu pierwszej książki z serii Market Wizards minęło 37 lat. Powstało 6 książek, a podobno kolejna jest w drodze. Wszystkie z nich polecam do przeczytania.

Wiele się zmieniło: od cyfryzacji, po upowszechnienie ETFów. Od demokratyzacji dostępu, aż do popularności rynków predykcyjnych i AI dziś. Sporo pozostało też niezmienne. Jestem przekonany, że reguły pozwalające indywidualnemu inwestorowi „pokonać rynek”, wciąż są takie same, bo są ponadczasowe. I warto się ich uczyć.


To jest wpis #28. Zapraszam do kolejnych. Jeśli chcesz z czymś się nie zgodzić, zaprotestować – pisz śmiało w komentarzach.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
4 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Jurek
Jurek
10 dni temu

Hej,
Czekamy z niecierpliwością na najnowszy wskaźnik CLI DI. Zobaczymy czy czytelnikom wyszły te same wyniki 🙂
BTW, jak widzisz przechowywanie gotówki (obli krótkoterminowe/overnight/czy jakieś inne? ) w przypadku kryzysu zadłużenia? Trochę czasu jeszcze chyba mamy ale coś z tym nawisem długu prędzej czy później musi się stać.

Jurek
Jurek
8 dni temu
Odpowiedź do  Grzegorz Link

Hej,

Jasne, pełna zgoda co do akceptacji tego, na co nie mamy wpływu. Ale wracając do Twojego czekania z gotówką na sygnał DI to jak bezpiecznie parkować tę kasę w tym czasie?
Czystą gotówkę zjada inflacja, a krótkie obligacje czy ETFy w razie kryzysu zadłużenia niosą ryzyko systemowe (zamrożenia). Gdzie według Ciebie najlepiej przeczekać ten moment, żeby nie stracić ani na inflacji, ani na zablokowaniu systemu?

4
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x